Moje panieneczki i kawalerów dwóch

Dział poświęcony wszystkim zwierzakom, które macie lub chcielibyście mieć. Można tutaj się chwalić i słodzić do woli!

Moderator: Junior Moderator

Regulamin działu
Zanim zadasz pytanie, sprawdź w "Szukaj ..." czy odpowiedź nie została już udzielona!
Wyszukiwarka jest w każdym dziale (zaraz poniżej tego ogłoszenia) , a także u góry po prawej.
Jeśli chcesz wyszukać wyraz 3literowy, pamiętaj o dodaniu * na końcu :)

Re: Moje panieneczki i kawalerów dwóch

Postprzez ol. » Cz kwi 13, 2017 7:08 pm

Biedny Filipek nie dość, że go choroba męczy, to jeszcze myszek niepotrzebnie bije się z tym, co niesie pomoc;/ Rozumiem, że ciężko patrzyć na jego nieporadność i strach;( Tak by się chciało małemu uparcioszkowi wytłumaczyć, że to wszystko dla jego dobra... Zresztą może on to gdzieś w głębi wie, tylko nie umie inaczej ?
Ale co robić, wiadomo, że trzeba jakoś przetrwać zły czas, może z czasem zmienicie leki na jakieś mniej podłe, które da się przemycić w smakołykach ?;/
Mocno trzymam kciuki, żeby niedole Filipka te realne i te wyolbrzymione, minęły, i żeby chłopiec odzyskał równowagę ciała i ducha :-*


Stadko, widzę żyje na całego :D Dobrze im :)
ol.
 
Posty: 6557
Dołączył(a): Wt gru 16, 2008 7:41 pm

Re: Moje panieneczki i kawalerów dwóch

Postprzez Megi_82 » Pn kwi 17, 2017 9:31 pm

W sobotę pożegnaliśmy Bajeczkę :'( Nie sądziłam, że tak szybko ją stracimy :( Wiedzieliśmy, że ma nieciekawie w płuckach, ale do środy śmigała normalnie... kiedy w czwartek rano znów wybiegła pokazać mi, że źle się czuje, myślałam, że podobne jak kiedyś, po lekach i tlenie dojdzie do siebie, dostała nowy antybiotyk. Niestety oddech nie wrócił do prawidłowego stanu na długo, jak poprzednio. Niby lepiej, ale w piątek wieczorem znów duszność. Podałam zastrzyki, ventolin, ale pogarszało się nadal, znów pod tlen, i znów ciut lepiej, ale nie wróciło do normy. Trochę wcześniej Baja przestała jeść i odizolowała się od stada, nawet od ukochanego Filipka. W sobotę już widziałam, że żadne leki nie przyniosą już poprawy, choć podałam - Bajeczka walczyła o oddech, i zdecydowaliśmy, że nie będziemy czekać, aż nasza malutka się udusi :( Ale czy nie za wcześnie...? Znów czarne myśli dopadają, a może by jednak jakoś się poprawiło, a może trzeba było... Strasznie tęsknię za głupiouchą, gapciowatą królewną :( Kilka dni temu pacała pancia w stopy, żeby dostać pesteczkę, a teraz jej nie ma :(
Afra, Dzidzia Rambo, Placek, Wanilia, Bąbel i Bianka viewtopic.php?f=37&t=38243
Za TM: Kluseńka, Czarnuszka, Pączul, Tulinka, Liwcia, Alutka, Tinuszka, Czikita, Bajeczka, Filipek, Szarutka, Gadżet, Thau - bardzo tęsknimy :(
Avatar użytkownika
Megi_82
 
Posty: 2075
Dołączył(a): N paź 14, 2012 8:22 pm
Lokalizacja: Łódź

Re: Moje panieneczki i kawalerów dwóch

Postprzez IHime » Wt kwi 18, 2017 2:00 pm

Ojej, Megi, tak strasznie mi przykro! I dobrze rozumiem to samobiczowanie - z Majcikiem dopiero co przeszliśmy to samo. Człowiek podejmuje decyzję z najlepszymi intencjami, ale ma ograniczoną wiedzę, a wątpliwości zawsze gdzieś tam zostają i drążą. Myślę, że Bajeczka wiedziała - oszczędziliście jej strasznej walki o każdy ostatni oddech.
Bajeczka była absolutnie wyjątkowa, też będę za nią tęsknić, za jej ciepłym serduchem, ciepłem, opiekuńczością i bystrym łebkiem.
Jak sobie radzi Filipek? A Gadżet?
Tulamy mocno.
Avatar użytkownika
IHime
 
Posty: 4488
Dołączył(a): Cz kwi 08, 2010 3:34 pm
Lokalizacja: Łódź

Re: Moje panieneczki i kawalerów dwóch

Postprzez Megi_82 » Wt kwi 18, 2017 11:00 pm

Dziękuję, IHime... Gadżet radzi sobie dobrze, chyba. Nie były z Bajutką szczególnie blisko, było to widać nawet wtedy, kiedy mieszkały tylko we dwie. W ogóle stado zachowuje się raczej normalnie - a może trudno powiedzieć, bo ostatnio mało biegają.
Filipek - tym bardziej trudno powiedzieć, mogę tylko zgadywać. Filipek od dawna wychodzi ze swoich domków tylko na kupkę i jedzenie, resztę czasu spędza leżąc/śpiąc i raczej ignorując stado. Bajcia go uwielbiała ogromnie (i chyba tylko jego aż tak) i spędzała z nim dużo czasu, śpiąc z nim w klatce nawet, kiedy zarządziłam życie bezklatkowe. Pewnie trochę za nią tęskni, zresztą został w sumie sam, mimo, że są inne szczury. Jakoś coraz mniej go odwiedzali w domku, może niekoniecznie sobie życzył odkąd się znów pogorszyło - pokręcony jest nadal, tylko przy miseczce jakoś trochę prostuje ten łepunio biedny.
Dałam mu wczoraj osobną klatkę, bo inaczej nie jestem w stanie pilnować, aby miał stały dostęp do jedzenia mokrego, a musi go mieć, bo karmy już nie je, a poidło zbojkotował dawno temu. Stado mu wyjada, a odkąd te zupki robię treściwsze, z kaszami itd. - dupki rosną, choć skorygowałam ilość suchej karmy. A na samych warzywnych Filipek nie może być. Poza tym trudno mu już się najeść z dużej miseczki - musiał sobie łapką łowić zupkę, a i to tylko, póki miska pełna :( Czuję się z tym nie bardzo, ale nie mam pojęcia, jak zrobić, żeby było dobrze - Filipcio od dawna żyje tak jakoś wewnątrz siebie i nie umiem stwierdzić, czy jemu tak dobrze, czy nie...
Dziadziuś długo trzymał wagę, a teraz zaczął chudnąć. Staram się dogadzać mu smakołykami, bo apetyt dopisuje i Filipcio chętnie przetrąci wafelka, kawałek ciasteczka czy mięsa. Dużo do niego też gadam, bo dotyk go stresuje i nie ma mowy, żeby na rączki czy coś. Dużo więc do niego mówię, mam nadzieję, że jakoś tam czuje, że to wszystko, te kombinacje, to dla niego.

Ol, Filipek się obraził na swoje smakołyki raczej, a nie na same leki - nie bierze nic paskudnego. A może na łyżeczkę ma focha, odmawia zjedzenia z łyżeczki czegokolwiek: pasztecik nie, deserek nie, kaszka nie. Co się da, dostaje w zastrzyku, a resztę w postaci nasączanego ciasteczka. Tylko Verafox dostawał do paszczy, bo za gęste.
Afra, Dzidzia Rambo, Placek, Wanilia, Bąbel i Bianka viewtopic.php?f=37&t=38243
Za TM: Kluseńka, Czarnuszka, Pączul, Tulinka, Liwcia, Alutka, Tinuszka, Czikita, Bajeczka, Filipek, Szarutka, Gadżet, Thau - bardzo tęsknimy :(
Avatar użytkownika
Megi_82
 
Posty: 2075
Dołączył(a): N paź 14, 2012 8:22 pm
Lokalizacja: Łódź

Re: Moje panieneczki i kawalerów dwóch

Postprzez ol. » Śr kwi 19, 2017 7:58 pm

To o Filipku myślałam z największym niepokojem, a tu Bajeczka poleciała tak niespodziewanie :( Bardzo mi przykro;(
Przy dusznościach gdy leki nie działają, chyba lepiej nie być pewnym podjętej decyzji, niż żałować, że się ją podjęło zbyt późno i dać myszce walczyć o każdy oddech;( Choć rozumiem, że łatwiej to powiedzieć komuś, z dystansu, niż pogodzić się z tym samemu... Mam nadzieję, że czas ukoi wątpliwości i żal, nawet jeśli zostawi smutek po stracie tak cudownej szczurki

Śpij spokojnie, Bajeczko
ol.
 
Posty: 6557
Dołączył(a): Wt gru 16, 2008 7:41 pm

Re: Moje panieneczki i kawalerów dwóch

Postprzez Megi_82 » So kwi 22, 2017 10:09 pm

Nie wiem, jak się to stało, że nie pisałam, co się działo z Bajeczką, tylko jakieś 2 zdania wyrwane z kontekstu... nie spodziewałam się tak szybkiego końca, nie wydawało się aż tak źle :(
Na początku marca Bajka wyskoczyła z kanapy, i położyła się tak, żebym ją widziała, wyraźnie źle się czuła. Zabrałam ją natychmiast do lecznicy, zanim dojechałyśmy, pogorszyło się. Wylądowała pod tlenem, w nosku miała ropę. Zrobiliśmy RTG, wyglądało, jakby miała tam coś, pęknięty ropień...? W każdym razie dostała od razu leki, posiedziała troszkę pod tlenem i wyskoczyła z niego, jak gdyby nigdy nic. I przez następne półtora miesiąca nic takiego się nie powtórzyło, Bajcia dobrze się czuła, brykała jak zawsze, doglądając Filipcia. Wiedziałam tylko, że będzie musiała zostać na antybiotykach. Wydawało się, że będzie nieźle jeszcze jakiś czas. Aż do czwartku właśnie.
Miała ropę w płuckach. Nie pomagał furosemid, a może i szkodził - odwadniał tylko ropę, tworząc pewnie jakiś klajster. I teofilina nie miała jak pomóc, ani ventolin, bo to leki rozkurczowe.
Dlatego, kiedy w sobotę Baja znów bardzo ciężko oddychała, i chciała leżeć tylko z główką wysoko uniesioną do góry, znów ta ropa w nosku... dałam leki, nie pomogły, widziałam, że lepiej już nie będzie, i na rękach zawiozłam ją :( Nie chciałam czekać, aż zacznie łapać powietrze panicznie, jak Tinuś i Czikita - u nich nie dało się tego przewidzieć, ale było strasznie, i dlatego podjęłam taką decyzję :'( Ale czuję się z tym okropnie :'( Wiem, co sama napisałabym komuś innemu, wiem, jak jest, trzeba po prostu zdecydować, wiem, że lepiej za wcześnie niż za późno i że cudów nie ma, ale i tak czuję się paskudnie :'(
Afra, Dzidzia Rambo, Placek, Wanilia, Bąbel i Bianka viewtopic.php?f=37&t=38243
Za TM: Kluseńka, Czarnuszka, Pączul, Tulinka, Liwcia, Alutka, Tinuszka, Czikita, Bajeczka, Filipek, Szarutka, Gadżet, Thau - bardzo tęsknimy :(
Avatar użytkownika
Megi_82
 
Posty: 2075
Dołączył(a): N paź 14, 2012 8:22 pm
Lokalizacja: Łódź

Re: Moje panieneczki i kawalerów dwóch

Postprzez Ogoniasta » Pn kwi 24, 2017 8:56 pm

Strasznie smutno.. :( Przykro mi bardzo z powodu Bajeczki. :(
Okropnie trudne są takie decyzje. Wiemy co trzeba zrobić i pomagamy. Wiadomo, że lepiej tydzień za wcześnie niż minutę za późno..wiemy...ale ta wiedza nie sprawia, że nas boli mniej. Myśl, że pomogliśmy uniknąć cierpienia pozwala nam jedynie na pogodzenie się z faktem, że była już pora. Reszta musi przyjść z czasem...
Trzymaj się kochana <przytula> :-*
Ze mną:Mary,Serduszko,Brie,Odyseja i IliadaHS,Berta,Xavi
W sercu:Meggy,Pampuszek,Fibi,Rossa,Vilemo,Sasha,CelicaSR,Lexi,SeventhHeaven,Delicja,Izzie,Lily,Muffinka,FoxyLady,Brook,Brandy,
Shandy,Lucynka,Whisky,Bajka,Daisy,Morelka,Impala,Tessa,Tequila
Avatar użytkownika
Ogoniasta
 
Posty: 2285
Dołączył(a): Wt lut 10, 2009 11:17 pm
Lokalizacja: Wrocław

Re: Moje panieneczki i kawalerów dwóch

Postprzez Megi_82 » Wt kwi 25, 2017 11:41 pm

Dziękuję, kochane <3
Raczej nie opuszcza mnie wrażenie, że to by jakoś minęło, a ja jej może pół roku zabrałam... pewnie to głupie, ale słabo sobie radzę z końcowymi sprawami ogonków.
Staram się nimi nacieszyć na zapas. Tak jakoś ostatnio... ogarniam szybko co muszę, czego nie muszę - odpuszczam i spędzam czas z ogonami. Gary ani mycie podłogi nie uciekną... Po kąpieli wdziewam wielki szlafrok, siadam sobie na podłodze, a wtedy stado się zbiega i głaszczę, przytulam, patrzę, jak się przepychają, bawimy się. Siedzę z nimi, aż sobie pójdą, albo póki mi stawy nie zaprotestują. Dziki po takiej "sesji" też chętniej później same inicjują kontakt, szczególnie Wanilia. Zasiadam do kompa albo książki, a moja mała pchełka płochliwie wlatuje pod szlafrok i sobie tam siedzi albo łazi.

Wszystko w miarę gra. Poza skórą Gadżet i Dzidzi, które wyłysiały plackowato (leczymy - przemywamy, psikamy, kąpiemy w specyfikach i polewamy innymi) - Dzidzia zarasta, Gadżet nie bardzo. I jakoś tak się trochę izoluje od stada od dłuższego czasu, dopiero na noc idzie do nich do kanapy, a i to nie zawsze. Popołudnia i wieczory spędza w igloo na moim biurku. Staram się ją trochę aktywizować, bo jest bardzo gruba, a do tego zaczynają jej siadać nóżki. Jeśli zaprzestanie ruchu, posypie się jak Filipek...

Dziadkowi się trochę poprawiło. Łepinek skręcony, ale Filipek jest w stanie go wyprostować, jak potrzebuje, na przykład do jedzenia z miseczki. Wciąż bierze antybiotyki. Poza tym (i starością) nic mu nie dolega, tfu tfu, serduszko zdrowe, apetyt może nie gigantyczny, ale całkiem niezły. Jegomość ma ok. 2 lata i 8 miesięcy. Zajada gerberki, pestki, mięsko, kasze, przysmaki. Leki wchodzą bez problemu, ale pan starszy życzy sobie zażywać je z pastą ze słonecznika i suszonych pomidorów ::) Absolutnie nie z łyżeczki, a przynajmniej nie z tego jej końca, który służy do jedzenia ;) Z pokryweczki od gerberka. W ostatnich dniach zrobił się żywszy, lubi być pogłaskany (i znów skubnąć w łapska), i pierwszy raz od wielu miesięcy zażyczył sobie, aby go zabrać z klatki - leży sobie w dzikowym pudełku :) A jak Filipek tam leży, to dzik nie ośmieli się wejść ;) (Placek darzy go jakimś takim respektem)
Odkąd nie ma Bajeczki, ogarnął się troszkę sam z myciem (po pierwszych dwóch dniach w każdym razie), a troszkę ja mu pomagam. Dzidzia też, ale Filipek słabo akceptuje zabiegi wykonywane przez inne stworzenia niż Bajutka. Domek swój utrzymuje we względnej czystości, a jak zdarzy mu się tam kupka, to ją wywala na zewnątrz, na własne oczy widziałam :o Pokryweczkę po smakołykach również wywala, kiedy jest już pusta :)

Dzidzia trzyma stado w garści i jak to ona, jest wszędzie naraz, wszystkiego pilnuje: mnie, czy nie znikam gdzieś bez niej, stada, czy wszystko w porządku oraz czy ktoś nie rości sobie prawa do siedzenia mi na kolanach ::) I biega, biega, biega, robi kilometry, mało kiedy śpi. Chyba tylko to ją chroni przed upasieniem się (wbiła po sterylce 100g, z czego pierwsze 50 w ciągu 2 tygodni, ale nadal jest szczupła) ;) Psioszczur, szczur stalker^^ Jaką kwestię najczęściej się u nas w domu wypowiada? "Uwaga na Dzidzię!" ;)

Dziki wydoroślały, choć Wanilka jest takim trochę głupolkowatym szczuridłem ;) Czujna jak jasny gwint, nieufna, płochliwa. Nie ma mowy, aby wziąć ją w garść i normalnie obejrzeć, choć pracuję nad tym od początku. Zmieniło się tyle, że czasem da się pogłaskać w przelocie. Ale czasem stanowczo odpycha rękę łapką. Z ewentualnym leczeniem ich nie będzie kolorowo, obawiam się. Placek daje się głaskać, wziąć w rękę, przyłożyć do ucha (ale tylko mnie), ale nie polubił ;) Pozwala po prostu. Nadal przychodzi na rączki - wiecie, że rozumie różnicę pomiędzy "chodź na rączki" a "chodź na kolanka"? :D A już bezbłędnie reaguje na "chodź, poszukamy pesteczki dla Placuszka" ;D Myk, na rączki, i idziemy szukać :) Nie wieje z rąk w panice, nauczył się, że kiedy chce zejść, to ja go po prostu odstawiam :)
Lubią oboje przyjść do szlafroka albo na fotel, pozaczepiać. Ale wtedy zwykle przybiega Dzidka i ich leje ;D Placek jeśli mu się chce, to ją trochę kontruje, ale Wanilka jest ciapowata, nie postawi się, tylko leży i piska (a wtedy brat biegnie z odsieczą i Dzidka czasem ląduje na plecach). Najwięcej bitek jest pod swetrem i szlafrokiem ;) ale to nigdy nic poważnego, stado jest zgrane i zgodne :)
Stado od dawna wolnowybiegowe, mają otwarte 24h, ale Placek jest królem klatki. Myślę, że byłby najbardziej nieszczęśliwy ze wszystkich, gdybym ją zlikwidowała. Spędza w ukochanych hamaczkach, sputniku i pudełku dużo czasu, bywa, że godzinami nie wychodzi. Wanilia z kolei wchodzi tam tylko wynieść trochę żarcia z miski.
Dziki w dzień kontaktowe, w nocy zamieniają się w dziki zupełnie dzikie. Wieją na oślep, jak tylko wystawię stopę za próg sypialni. W dzień - chodzą zwyczajnie po mieszkaniu, Placek bywa, że wcina coś albo myje się na środku pokoju. Nocą zaś przemykają "tym" krokiem i tempem, skradając się jak złodziejaszki. Może tak dają upust swojej naturze, polując na cienie i uciekając przed innymi, aby w dzień dla swoich ludziów być zwykłoszczurami :)

Kto dobrnął do końca - z dzisiejszego wieczoru: Placek z Dzidzią i Arą, no i ze mną :)
https://www.youtube.com/watch?v=07KY_HwV-ao
Afra, Dzidzia Rambo, Placek, Wanilia, Bąbel i Bianka viewtopic.php?f=37&t=38243
Za TM: Kluseńka, Czarnuszka, Pączul, Tulinka, Liwcia, Alutka, Tinuszka, Czikita, Bajeczka, Filipek, Szarutka, Gadżet, Thau - bardzo tęsknimy :(
Avatar użytkownika
Megi_82
 
Posty: 2075
Dołączył(a): N paź 14, 2012 8:22 pm
Lokalizacja: Łódź

Re: Moje panieneczki i kawalerów dwóch

Postprzez ol. » Wt maja 02, 2017 12:13 pm

A ja właśnie Ci dziękuję, za ten długi opis, dzięki niemu czuję się jakbym miała możliwość podglądania Waszego stadka nie przez dziurkę od klucza, a właśnie wprost siedząc na podłodze, gdy wokół ogony gonią za ważnymi sprawami, pielęgnują przyjaźnie i "szukają pesteczki" :D Ach, ręce aż się wyciągają ku tej jędrnej, błyszczącej dzieciarni !
Dzidzia mi zaimponowała ! Uwielbiam takie temperamentne osobistości, które rozpiera energia i plany ! i wizje ! :D
(kogoś mi przypomina^^)
Cieszę się, że Filipek ma się dobrze i radzi sobie po starokawalersku. Zdrówka i wiosennej energii dla wszystkich :)
ol.
 
Posty: 6557
Dołączył(a): Wt gru 16, 2008 7:41 pm

Re: Moje panieneczki i kawalerów dwóch

Postprzez Megi_82 » Cz maja 04, 2017 11:05 pm

Zawsze się cieszę, jak się dowiem, że ktoś to lubi czytać, bo jak ja się rozkręcę... ;) Fascynacja tymi stworami sprawia, że żałuję, ze kamerki w oczach człowieki nie mają i karty pamięci w głowie, więc muszę słownie :)

Filipek radzi sobie bardzo "po kawalersku" - wczoraj, nie zważając na protesty i straszenie użyciem uzębienia, znów zafundowałam mu kąpiel, bo capił jak nieszczęście. Trochę się szamotał przy namydlaniu, ale ciepła woda lejąca się po zadku chyba jednak nie taka od rzeczy, bo wtedy był spokojny :) Niestety raz na jakiś czas ten zabieg jest niezbędny. Szybko, krótko, naturalnym mydłem - zasiusiana pupa u leżącego stworzenia to nic dobrego. Tył już całkiem odmówił współpracy. Za to łepunio już na miejscu (choć przykurcz daje o sobie znać w chwilach rozluźnienia) - mam nadzieję, że po odstawieniu leków nie zaliczymy drugiego nawrotu.

Placek na mnie ostatnio nawrzeszczał. Myślę, że ze złości, a nie ze strachu, bo było tak: musiałam zabrać go do weta - ma nad oczkiem takie przerzedzone futerko. Nie łysiny, jak Dzidzia i Gadżet, ale coś tam jest. Zawołałam więc Placka na rączki, wabiąc pesteczkami - i siup do transportera. Po prostu paskudnie go oszukałam, no ale siedział. Po kilku chwilach podeszłam, żeby wrzucić mu kilka pestek na przeprosiny, a ten jak nie zacznie się drzeć! :o Skakał i wrzeszczał, chyba nie chcę wiedzieć, co to znaczyło na ludzkie :-P Jak skończył, to podszedł mąż - i na niego nie nakrzyczał ::) Księciunio pojechał do lekarza taksówką, by było szybciej, ciszej i bardziej komfortowo niż zbiorkomem, a u lekarza potraktowano go wziewką - nawet nie ma mowy, żeby ktoś obcy go dotknął, tym bardziej poza domem i w takim stresie, o jaki przyprawia go pudło. Zostały pobrane kudełki, zeskrobina, a przy okazji osłuchano, obmacano, zajrzano do uszu i paszczy - ma piękne, równiusieńkie zębiska ;D
Drogę do i z lecznicy przeleżał bez ruchu, ale jak tylko przekroczyliśmy próg domu, stał już na tylnych łapkach, gotowy do wyjścia, a następnie pobiegł do swojej ukochanej klatki. To piękne uczucie, wiedzieć, ze oni wiedzą, gdzie jest ich dom <3 Wieczorem przybiegł do mnie jak zawsze, choć z lekką podejrzliwością, no i tego wieczoru mogłam zapomnieć o głaskaniu ;)

Dzidka jest naprawdę niesamowitym szczurem, pod różnymi względami :) <kogo przypomina, Ol? :) > I to, jak traktuje ludzi, i to, jak kieruje stadem, czy bardziej - jak stado się jej poddaje, od pierwszej chwili, kiedy ją zobaczyli. Kiedy wracamy do domu, często wita nas przy drzwiach, jak pies :) Aczkolwiek chętnie by też wyszła na wycieczkę. Zastanawiam się, czy ktoś ją wywalił, czy w tej swojej śmiałości nawiała, na przykład zabrana na spacer do parku, wszak i takie pomysły ludzie mają. Bo ona naprawdę, gdyby jej pozwolić, chętnie poszłaby przed siebie zwiedzać nieznane - w domu gania nas nie tylko dlatego, żeby nas pilnować, ale też żeby się wedrzeć do zakazanych pomieszczeń ;) A nocami słyszę, jak niucha pod sypialnią... tu się nie ugnę, nie wpuszczę, choć wiem, że chętnie spałaby z nami. Ani ja się nie wyśpię, ani ona nie byłaby bezpieczna. Nie, nie, nie. W dzień potrafi się mężowi przy jego drzemce zapakować pod sweter, ostatnio zorientował się, że chyba kogoś tam ma, bo coś się myje i przeciąga :D

Jak sobie przypomnę, jak ją z IHime i Saszeńką ganiałyśmy tydzień po tym parku, jak była przerażona, w końcu - jak potwornie gryzła przez pierwsze 2 dni (sięgnęła mnie do krwi przez solidne rękawice), to... aż nie do wiary :) A potem całkowita metamorfoza :)
Afra, Dzidzia Rambo, Placek, Wanilia, Bąbel i Bianka viewtopic.php?f=37&t=38243
Za TM: Kluseńka, Czarnuszka, Pączul, Tulinka, Liwcia, Alutka, Tinuszka, Czikita, Bajeczka, Filipek, Szarutka, Gadżet, Thau - bardzo tęsknimy :(
Avatar użytkownika
Megi_82
 
Posty: 2075
Dołączył(a): N paź 14, 2012 8:22 pm
Lokalizacja: Łódź

Re: Moje panieneczki i kawalerów dwóch

Postprzez IHime » So maja 06, 2017 11:22 am

Ja lubię czytać, znacznie bardziej, niż komentować, a twoje plastyczne opisy uwielbiam.
Z Placka taki dzikus wychodzi czasami! Coś zeskrobiny wykazały czy po prostu ma taką koncepcję estetyczną?
A Dzidzię kocham pasjami, za niezwykły charakter, historię i wspomnienia, które nam zafundowała. :)
Buziole dla całej ekipy!
Avatar użytkownika
IHime
 
Posty: 4488
Dołączył(a): Cz kwi 08, 2010 3:34 pm
Lokalizacja: Łódź

Re: Moje panieneczki i kawalerów dwóch

Postprzez ol. » N maja 07, 2017 9:20 pm

Hermana mojego "pierworodnego" mi przypomina^^ To też było szczuractwo wszystkiego ciekawe, przygód nienasycone, rządzić mu się nie chciało, ale też i nie musiał, inni go słuchali dzięki charyzmie.
Widzę, że i u Was reszta stadka poddaje się na takiej samej zasadzie, dzięki temu pewnie Dzidzia ma więcej czasu na realizowanie swoich planów i wizji ;) Buziaki dla niej :-*
ol.
 
Posty: 6557
Dołączył(a): Wt gru 16, 2008 7:41 pm

Re: Moje panieneczki i kawalerów dwóch

Postprzez Megi_82 » Pn maja 08, 2017 10:57 pm

Muszę poczytać od początku...:)

Dzidzia nie ma czasu na nic, bo pilnuje, czy jakiś inny ogon nie rości sobie prawa przyjść na kolanka^^ A jak przyjdzie... to popaczcie - Dzidka i Placuś:
https://www.youtube.com/watch?v=KjbXgt_fw3g

Plackowi medal za cierpliwość, bo drugi jak by ją pogonił... a on (i reszta) znosi to codziennie i tylko nogą się ogania albo sobie idzie, jak ma dość :) Czasem tylko siostry broni, bo z Wanilii jest pierdoła ;) Takie to dziki, straszne, agresywne, stado zjedzą, ciebie, człowieku, zjedzą, dom razem z fundamentami :P

Od ponad 2 miesięcy dziki są bezklatkowe, reszta stada niewiele krócej (bo jak mówiłam, znudziła mi się funkcja nocnego odźwiernego) i jak na razie wszystko bardzo grzeczne. Kiedy kładę się spać, to przez jakieś 5-10 minut słyszę galopady: poszli spać, chodu, impreza!!! Eee... no... poszli... nie ma ludziów. To my też idźmy spać... :) Nie było nawet włamu na kredensik, gdzie stoi miseczka z pestkami, aby były pod ręką. W sumie dobrze, stado jest razem, dzieciom Penelopy przeszły destruktorskie skłonności, a dziki ich raczej nie mają. Klatki prawie nie trzeba sprzątać, za to całą resztę... co chwilę ;D

Filipek się od niedawna też awanturuje nocami w klatce, rzuca miskami, uwiesza się prętów, ale no prawda jest taka, że bez klatki nie miałby co jeść, a nas jednak parę godzin w ciągu dnia nie ma. Drugą młodość dziadzio przeżywa, której ślady noszę na palcach, o ::) Jest całkiem możliwe, że Filip uważa, że ma na imię Ty Wredny Dziadu, tudzież Ty Chamie Jeden ;D 2 tygodnie temu zasypialiśmy tak: klatka przy łóżku, w klatce domek z Filipkiem, w domku moja ręka głaszcząca Filipcia. Teraz... no tylko wsadź tam człowieku rękę, powodzenia :]
Afra, Dzidzia Rambo, Placek, Wanilia, Bąbel i Bianka viewtopic.php?f=37&t=38243
Za TM: Kluseńka, Czarnuszka, Pączul, Tulinka, Liwcia, Alutka, Tinuszka, Czikita, Bajeczka, Filipek, Szarutka, Gadżet, Thau - bardzo tęsknimy :(
Avatar użytkownika
Megi_82
 
Posty: 2075
Dołączył(a): N paź 14, 2012 8:22 pm
Lokalizacja: Łódź

Re: Moje panieneczki i kawalerów dwóch

Postprzez Megi_82 » Cz maja 18, 2017 12:05 am

IHime napisał(a):Z Placka taki dzikus wychodzi czasami! Coś zeskrobiny wykazały czy po prostu ma taką koncepcję estetyczną?


Oj, przegapiłam... raczej nie jest to jego pomysł na fryz - szczególnie zważywszy na to, że i dwie inne baby wyłysiały plackowato. Pod mikroskopem nie widać żadnych pasażerów na gapę, ale takie paskudnie zniekształcone, rozpulchnione cebulki jak u dziewuch. Najbliższy trop to grzyb. Placek dostaje lek do paszczy. Dziewuchy mają preparaty na skórę, ale u Placka z tym gorzej, bo niekoniecznie powinno się te preparaty stosować w pobliżu oczu, a jeśli już, to raczej u ogona, który siedzi spokojnie, bo inaczej wacik wyląduje w oku. Placek w miarę spokojnie znosi najwyżej moje osłuchiwanie go, nie ma mowy, żeby mu na trzeźwo przy ślipkach grzebać czymś walącym na kilometr. Bo przecież nie mógł jak normalny szczur przy dupce dostać, prawda, czy gdzieś, na bogato, nad okiem ;)
Afra, Dzidzia Rambo, Placek, Wanilia, Bąbel i Bianka viewtopic.php?f=37&t=38243
Za TM: Kluseńka, Czarnuszka, Pączul, Tulinka, Liwcia, Alutka, Tinuszka, Czikita, Bajeczka, Filipek, Szarutka, Gadżet, Thau - bardzo tęsknimy :(
Avatar użytkownika
Megi_82
 
Posty: 2075
Dołączył(a): N paź 14, 2012 8:22 pm
Lokalizacja: Łódź

Re: Moje panieneczki i kawalerów dwóch

Postprzez Megi_82 » Wt maja 30, 2017 8:22 pm

Pożegnaliśmy Filipka :'( A raczej to on pożegnał nas... spędził dzień zwyczajnie, zjadł, przyjął głaski, a potem pozamiatał i zgasił światło :(

Nie wiem, co się stało, nie chorował. Dziadziulek był wczoraj u lekarza, nic nie wskazywało... rano miseczka była wymieciona do czysta, w dzień apetyt dopisywał. Wieczorem kręcił się w swoim "wybiegowym" pudełku, wystawił ryjek, żeby dać mu ten smakołyk, który miałam, wszamał go energicznie, a 10 minut później po prostu zgasł :( Usłyszałam dziwny dźwięk, jakby westchnienie, Filipek leżał na pleckach. Jeszcze nie... ale w środku było już głucho, ani oddechu, ani serduszka. Odszedł mi na rękach :'(

Wiem, że raczej nie cierpiał. Pewnie to dobry koniec, taki nagły, dobry dla niego. Pożył, ile chciał i poszedł sobie. My natomiast nie możemy się otrząsnąć... jak to, tak w jednej chwili jeszcze normalnie zajadać, a w drugiej już być z Szczurzym Raju?

Nie należał do przemiłych szczurków, ugryzł mnie niezliczoną liczbę razy, ale kochaliśmy strasznie tego wredziucha :'( Miał 2 lata i ok.9 miesięcy.

Obrazek
Afra, Dzidzia Rambo, Placek, Wanilia, Bąbel i Bianka viewtopic.php?f=37&t=38243
Za TM: Kluseńka, Czarnuszka, Pączul, Tulinka, Liwcia, Alutka, Tinuszka, Czikita, Bajeczka, Filipek, Szarutka, Gadżet, Thau - bardzo tęsknimy :(
Avatar użytkownika
Megi_82
 
Posty: 2075
Dołączył(a): N paź 14, 2012 8:22 pm
Lokalizacja: Łódź

Poprzednia stronaNastępna strona

Powrót do Nasi pupile

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 2 gości

cron