Strona 1 z 1

Moje szczurzaste - potrzebujemy pomocy...

: pn lis 27, 2006 6:59 pm
autor: Mycha
Szczurki odchodzą, ale to bardzo boli...
Nie mam teraz stałego dostępu do internetu, a każda minuta jest podliczana...
I bardzo, bardzo mi ciężko...

Cykoria i Orvokki są zanowotworzone...
Weterynarz powiedział, że w tym wieku nie warto ryzykować, tylko pewnego dnia - będę wiedziała kiedy - przyjdę ukrucić cierpienia najpierw jednej, a potem drugiej... To straszne...

Proszę Was, napiszcie kilka słow otuchy, nie wiem kiedy będę musiała TO zrobić, ale przed na pewno tu zajrzę... Nawet teraz płaczę...

Zdjęcia zdrowych szczurć:
Cykoria
Orvokki

I fotki z teraz... (są także fotografie guza Cykorii... Gdyby ktoś nie chciał to proszę nie oglądać, Orvokki nie fotografowałam, bo wygląda makabrycznie :( )
Cykusia
Modreczka kochana
Jeszcze raz Cykoria
Guz Cykusi
Orvosi
Mordka Orvosi

Ja już nie wytrzymam :-(

Moje szczurzaste - potrzebujemy pomocy...

: pn lis 27, 2006 7:34 pm
autor: Fatty
ojejku, trzymaj się :przytul: Nawet sobie nie potrafię wyobrazić co musisz czuć :cry:
Mają szczurcie szczęście,że u Ciebie są.

Moje szczurzaste - potrzebujemy pomocy...

: pn lis 27, 2006 7:41 pm
autor: ESTI
Mycha, nie jestem najlepsza osoba do pocieszania, bo sama musialam pozegnac dwa moje skarby w ciagu jednego tygodnia i zostalam sama z Lilu...
Wiem jak to ciezko. :(

Jednak wiem tez, ze dla malutkich musisz byc silna i wlaczyc, a co najwazniejsze sie nie poddawac, gdyz kazdy dzien jest blogoslawienstwem i trzeba z niego korzystac i cieszyc sie swoja obecnoscia. Mi to pomagalo i pozwolilo oswoic sie ze zblizajaca sie smiercia...

Teraz jakby jest troche mniej ciezko...

Moje szczurzaste - potrzebujemy pomocy...

: pn lis 27, 2006 8:00 pm
autor: Anita
Mycha, mam trzy szczury z guzami, jeśli to Cię pocieszy...
Guz Cykorii jest ok. 3 razy mniejszy od guza mojej Żabki, a to jeden z jej trzech... :-(

Łączę się w bólu... :przytul:

Moje szczurzaste - potrzebujemy pomocy...

: pn lis 27, 2006 10:24 pm
autor: Gryska
Mycha, cieszcie się każdym dniem... ale pamiętaj też, że choćby nie wiem jak to Cię bolało, to czasem najwyższym wyrazem MIŁOŚCI jest pozwolić odejść. :?
Z najukochańszą Przyjaciółką żegnałam się każdego dnia przez 2 tygodnie. Choć wet dawał jej szansę, ja wiedziałam-czułam, że Ona odchodzi... I którejś soboty (2 września) poznałam że nadszedł czas... nasz czas...
Poznasz to po oczach...
I to wszystko co mogę powiedzieć... bo wiem, cierpisz i cierpieć będziesz cokolwiek nie powiemy czy zrobimy :przytul:

Moje szczurzaste - potrzebujemy pomocy...

: pn lis 27, 2006 11:17 pm
autor: limba
Mycha trzymaj sie cieplutko. :przytul:
To jeszcze nie koniec drogi, a kazda chwile wykorzystaj. Mialy dziewczyny piekne i szczescliwe zycie, czegoz chciec wiecej.
Ciezko mi pisac niedawno odeszla Bee, nagle.
Cieszcie sie soba.

Moje szczurzaste - potrzebujemy pomocy...

: wt lis 28, 2006 2:20 am
autor: Justka1
Mycha-wspolczuje ci bardzo,bo ja sama przez ok 12 lat przechodzilam co rok,poltora to samo co ty teraz :( .
Sama nie wiedzialam kiedy ten dzien ma nastapic,ostatnia szczurcie tak dlugo wstrzymalam czego zaluje,ze w ostatniej chwili,wykrwawiajaca sie (peklo naczynko z guza,wlasnie takiego) zawiozlam do weta a ten szybko skrocil jej cierpienie choc i tak juz odchodzila i z oslabienia z utraty krwi popatrzyla mi w oczy i sie pozegnała.Jadac tramwajem z nia ok 5 min(bo dosc blisko mialam weta) zaciskałam jej pekniete naczynko,po to by jeszcze chwilke wytrzymala,zeby jeszcze nie odchodzila..straszne..nie zycze nikomu tego :( .
Wszystkie szczurki-samiczki zawsze-mialam ze sklepu zoologicznego,teraz juz nie kupie wiecej ze sklepu bo wiem,ze wlasnie takie zwierzaki choruja najczesciej na nowotwory i dosc szybko odchodza.
Inna samiczka odeszla u mnie,we snie,byla jeszcze rano ciepla mimo iz dawno odeszla,a to dlatego,ze inna samiczka ja grzała,jej zimne cialko :cry: .
Nie kupuj wiecej szczurkow w sklepie,kup sobie z rodowodem jak to ja uczynilam i jestem dobrej mysli,ze nie odejda mi na nowotwor,a tym bardziej tak wczesnie.
Ten guz,ktory twoja szczurcia ma przy odbycie-moja sw pam szczurcia miala taki sam.Zoperowałam jej,bylo duze ryzyko,ze nie przezyje operacji bo guz byl przy samiutkich jelitach..
Po operacji zyła jeszcze 2 tyg :( ..dostała paraliz i musialam (nawet juz nie paietam) ja chyba uspic.Tyle ich mialam..
Musisz kontrolowac stan guzka.Jezeli bedzie na nim mocno skorka napieta,bedzie miejsce łyse,bedzie je drapała i bedzie mocno widac naczynka krwionosne-idz skruc jej cierpienia :cry: .
Moze ktos ci podpowie jak nalezy uspic szczurka,bo wiem,ze weci potrafia zrobic to zle.
Sa teraz inne srodki,niz wtedy gdy ja swoje usypialam.Moje dostawaly tylko przedawkowanie narkozy i jak juz usnely,stanelo serduszko(Weterynasz osluchiwal) to dostawala dodatkowo dopiero w serduszko dawke ostateczna oraz jakis srodek aby zabic guza-zastrzyk w guzka..
Teraz ostatnie szczurki usypialam inaczej..nie podobalo mi sie to-cierpialy.
Dootrzewnowy zastrzyk,po podaniu glupiego jasia..nie wiem czy tak sie powinno usypiac :(
Dowiedz sie i nakaz wetowi tak jak ty chcesz ja uspic i badz przy tym bo moga cie oszukac :(.
Trzymaj sie dzielnie i sorry za moje rozpisanie.
:przytul:

Moje szczurzaste - potrzebujemy pomocy...

: wt lis 28, 2006 12:09 pm
autor: kitten
Mycha, przeżywałam w tym roku coś bardzo podobnego moja Maxi miała guzy jeden właśnie między tylnymi łapkami a drugi na boku. Wiedziałam nie wiem dlaczego ale wiedziałam żeby jej nie operować z resztą guz z tyłu był tak blisko osadzony cewki moczowej że i tak nikt nie chciał podjąć się operacji, widać po twoich szczurzastych że są już wyniszczone przez paskudną chorobę i to czego teraz potrzebują to dużo ciepła i miłości. Wiem jak to ciężko...

Będziesz wiedziała kiedy skrócić cierpienia, będziesz wiedziała... bardzo ciężka decyzja ale w takich sytuacjach konieczna

Maxi żyła z guzami ponad pół roku i pod koniec jak patrzyłam na tą wychudniętą mordkę to było mi bardzo ciężko tym bardziej ciężko że widziałam tę nieprzezwyciężoną chęć życia ale wiedziałam kiedy nadszedł moment kiedy Maxi już tylko czekała na moment kiedy jak ja będę gotowa.

Staraj się jakoś to sobie "poukładać" ja wierzę że po drugiej stronie się spotkamy i że tam nie ma ani chorób ani innych paskudztw...

kiedyś wyczytałam w jakiejś książce że " jak przechodzimy na drugą stronę to spotykamy swoich wszystkich bliskich ale najpierw witamy się z tłumkiem zwierząt które żyły z nami potej stronie"

życzę ci dużo siły :przytul:

Moje szczurzaste - potrzebujemy pomocy...

: wt lis 28, 2006 5:01 pm
autor: aleksandra_w
dużo siły dla Ciebie i Ciurów.. :przytul:

Moje szczurzaste - potrzebujemy pomocy...

: wt lis 28, 2006 8:19 pm
autor: Kasia-Jola
to właściciel najlepiej wie kiedy pomóc swojemu przyjacielowi by nie cierpiał, kiedy skrócić jego ból..... jeśli nadejdzie taki czas i ty to poczujesz. Bądźcie razem do końca..... trzymaj sie i dużo siły życze. jestem z Wami

Moje szczurzaste - potrzebujemy pomocy...

: wt lis 28, 2006 11:01 pm
autor: zebra
Po drugiej stronie juz nic nie boli... Be brave, my dear... :przytul: :przytul: :przytul: